Nielegalna przeprawa przez boisko | Czantoria | Grudzień | 2012

Polowanie na zapierający dech w piersiach wschód słońca została zakończone sukcesem. Do trzech razy sztuka!

Piękna żółtą kulę udało nam się złapać na szczycie Czantorii. Jak się później dowiedzieliśmy przeczłapaliśmy przez trasę na pełnym nielegalu. Młoda legenda mówi, iż cywilni narciarze narzekają na zrypaną trasę mimo, iż podnoszą dupy o samym brzasku by zdążyć na pierwsze krzesło. Okazuje się, że nie wolno chodzić, ani zjeżdżać po boisku, kiedy krzesło jest nieczynne. Smuteczek. Szczególnie, że „Prezesi” ośrodka wzywają Policję, a ta wystawia mandaty. Ból Dupy Mad in Poland.

A teraz efekt wizualny wypracowany poprzez siłę własnych mięśni. Czuliśmy całkowite spełnienie. Co, było nieco dziwnym uczuciem patrząc na ilość śniegu w tym okresie zimy?!

Zjeżdżało nam się tak dobrze, że kupiliśmy po dwa zjazdy. A co tam. Kto bogatemu zabroni!

Reklamy

Z mikrofonem po boisku | Skrzyczne | Grudzień | 2012

Jak mogliście zauważyć we wcześniejszym wpisie sytuacja śniegowa na początku sezonu 2012 nie była zbyt różowa. Mówiąc więcej była po prosu dramatyczna. Pędzeni wielką zajawą próbowaliśmy chałupniczo ratować sytuację. Jedyna biel leżała na „boiskach”, więc postanowiliśmy napompować mięśnie przed prawdziwym opadem.

29 grudnia zdobyliśmy Skrzyczne. Nie wiem, czemu wydawało nam się, że będzie można podejść od samego dołu?! Nieogar zupełny. W rezultacie naszych marzeń musieliśmy walić z buta, aż do Jaworzyny. Pamiętam, że wtedy już prawie opuściła mnie nadzieja. Idąc wśród zmarzniętej trawy w butach narciarskich przeklinałem tą zimę i każdą podobną.

DSC_3257_Aladin

Na samej górze nie wyglądało to, aż tak źle. Pogoda sprzyjała, humory dopisywały. Jazda przyjemna, ale po sztruksie to każdy kapeluch umie. Miejmy nadzieję, że tegoroczna zima będzie z goła inna. Ma być puch po same cyce!

Wypad na wschód słońca | Stożek | Grudzień | 2012

Tego nie da się zapomnieć. Zima dawała ostro d*py. W sensie prawie w ogóle jej nie było. Czynne natomiast były wyłącznie tzw. „boiska”. Jedno z takich miejsc o nazwie „Stożek” stało się areną naszego wykwintnego śniadania dnia 28 grudnia.

Zamiar był prosty. Wyjść po ciemku.  Zjeść w doborowym towarzystwie to, co zostało zgarnięte ze świątecznego stołu i spalić trochę kalorii, które przy tym samym stole zostały załadowane,a dodatkowo zobaczyć piękny wschód słońca. Proste? Banalne wręcz.

DSC_3240_Fred

Jak możecie zobaczyć na zdjęciach ze słońcem się nie udało. Reszta według planu. W tamtym momencie wydawało nam się, że już musi sypnąć. Nic nie musi. Z resztą zobaczycie w następnym wpisie!

Szczelone na filterkach. Pogoda tego dnia miała w sobie coś romantycznego..