Sezon 2015/16 uważam za otwarty! BK Glacier jak zwykle nie zawiódł!

Prawdę mówiąc trochę się łamałem przed wyjazdem na BK. Prawdopodobnie 3 lub 4 lata nie szlifowałem tam metalu. Młodzież pewnie podrosła, zmężniała i posiada już solidne zarosty – pomyślałem. Strach się bać?!

20151128_121226

Jak się okazało na miejscu nie taki Diabeł straszny jak go malują. Coś tam w nogach i głowie zostało. Pierwsza próba rzecz jasna na pełnym zesraniu, ale później już tylko z górki. Zajawa kipi, jutro też idę piłować i zapraszam wszystkich „odltimerów polskiego jibbingu”, gdyż po 30stce jeszcze się da, serio.

Potwierdzeniem niech będzie Zwierzak. Był, piznął klasyki i może odłożyć narty freestyle’owe do kotłowni..

20151128_123312

Pod koniec zebrała się fajna ekipa, a sama zima jest na wypasie. Widzimy się!

Reklamy

Freestyle Dziadów | Andrychów | Marzec | 2015

Dwa tygodnie temu, w pewną słoneczną niedzielę postanowiliśmy olać sprawy freeride’owe i skosztować coś, co dawno temu smakowało nam wyśmienicie, ale później, niestety trochę nam się przejadło. Mowa oczywiście o freestyle’u, czyli fikanie na skoczniach i polerowanie krawędzi na poręczach. Okazja była dobra, gdyż był to Międzygalaktyczny Dzień Kobiet, co oznaczało, że w ośrodku Czarny Groń obowiązywała promocja na karnety. Całodzienna jazda dla Pań za 5 zł. Tego jednego dnia staliśmy się w trójkę kobietami, bardzo nieurodziwymi kobietami. De facto, kto chciałby r*chać takie brzydule? Choć podobno ta w dredach to niezła cichodajka i ma romans z typem w moro, ale ciii..

Dodatkowo tego dnia na stoku w Rzykach odbywały się testy nart Majesty. Fishmac razem z ekipą przywiózł solidną ilość desek, a my je solidnie skatowaliśmy na wszelkiego rodzaju poręczach, a także na bardzo przyjemnej skoczni.

Snowpark w Andrychowie jest na prawdę spoko. Wiadomo, że nie jest wielkości tych europejskich, ale już bardzo niewiele brakuje. Wyszejpowane najazdy, mnogość i zróżnicowanie przeszkód, działający kicker. Nie można narzekać, gdyż da się bez nudy śmigać cały dzień. Za naszych czasów można było tylko  wyłącznie pomarzyć o takim spocie. Owszem były snowparki, ale szejping polegał na obklejeniu przeszkód w loga sponsorów i wstawieniu kolorowych banerów. Szejping? Raz w roku, pierwszego dnia sezonu. Takie to były dziwne czasy?!

Jedno na pewno się nie zmieniło, mianowicie szarża pospolitych „Januszy” przez najazdy, a najlepiej całą rodziną. Niedojrzałe, uroczo głupie i pozbawione skrupułów.

Jeśli chodzi o testy najfajniej jeździło mi się na nowym Rock’n’Rolla i Destroyer, który akurat był dostępny w długości 190 cm. Jednak mimo swoich wymiarów szedł po metalu jak zły. Sorry Fischu, ale musiałem tą nartę przetestować nader wszechstronnie.

Na zakończenie dnia główna atrakcja. Jazda na parking tzw. „bydłowozem”. Przeżycie nie do opisania, koniecznie musicie spróbować! Krótko reasumując nasz krótki powrót do przeszłości był bardzo wzruszający. Kości zgrzytały, psychika mocno zesrana, ale jeszcze coś tam potrafimy mimo podeszłego wieku:)

Mizerny Stożek | Styczeń | 2013

Szesnasty stycznia 2013 nie różnił się za bardzo od 2 stycznia 2015. Pogoda była prawie taka sama. Temperatura powyżej zera, śnieg w trakcie przeobrażenia (i jak zwykle obrażony na całą Polskę) i chyba nawet jakiś lekki deszczyk poszedł z oblaka, czyli w sumie była jedna różnica. Ponieważ dzisiejsza ulewa pasowała bardziej do Londynu i nie nastrajała do pozytywnego myślenia, ale pamiętajmy, że jak mróz zabetonuje tyle wody to stworzy się elegancki podkład, na którym będzie można wybić wszystkie zęby.

Tamtego dnia, dwa lata temu szukaliśmy puchu, ale nasze wysiłki zakończyły się bez efektu. Za mało, za mało i jeszcze raz za mało. Puchu jest zawsze mało!

DSC_0116_Hagrid

Mieliśmy szczęście spotkać Człowieka Meduzę w stroju wyścigowym, a także znaleźć super nową miejscówkę do zjazdu. Wiedza o nowych możliwościach terenowych została w późniejszym czasie bezlitośnie i bardzo przyjemnie wykorzystana. Reasumując, każdy dzień na nartach przynosi coś dobrego. Nawet, jeśli z pozoru nie należy do tych najbardziej głębokich.

Jeżeli chodzi o inne „głębokie” akcenty tej wycieczki to Łojek chciał mnie zgwałcić. Próba ta zakończyła się naciągnięciem pachwiny. Świnia jedna.