Krótki raport z Rysianki – 17.01.2016

A właściwie z Hali Bieguńskiej, gdyż Mirek miał awarię foki i nie byliśmy w stanie desantować Hali Lipowskiej, gdzie znajduje się fajny spot do zjazdu. Mimo to oddaliśmy dwie frywolne linie pełne finezyjnych skrętów.

12507179_10207452874953562_3012764492445636200_n

Raportujemy, iż:

Zasięg śniegu

  • Można już foczyć spod kościoła w Ujsołach.

Hale

  • Rześki puch miejscami do wysokości kolana.
  • Podkład wystarczający.
  • Mimo słońca poziom wypizgu z kosmosu.
  • Śpieszcie się, bo Janusze na skuterach nie próżnują.

Las

  • Z pozoru wydaje się, że już można kąsać, ale niestety to tylko złudzenie. Nawet w najwyższych partiach od razu cioramy o gałęzie i pniaki. Spotkanie z kamieniem czy innym głazem jest tylko i wyłącznie kwestią osobistego szczęścia.

Reasumując potrzebny jeszcze jeden solidny opad, gdyż aktualnie w rachubę wchodzi miły spacer plus ewentualna kaskaderka leśna. Byle do puchu!

Poniżej kilka fotek z telefonu Mirka.

 

Reklamy

Idealnie trafiony puder w tatrzańskim reglu dolnym | Marzec | 2015 | Część 2

Pierwszą część materiału już pokazałem w zeszłym tygodniu -> Idealnie trafiony puder w Tatrzańskim reglu dolnym | Marzec | 2015 | Cześć 1

Przyszedł czas, a właściwie w końcu go znalzłem by opublikować pozostałe materiały, które zgromadziliśmy w tamtą bogatą w doznania, lecz ubogą w słońce sobotę. Do dzisiaj ciężko mi uwierzyć, że udało nam się tak dobrze pojeździć mimo tak oczywistych warunków. Jeden z pewniejszych spotów w dziejach polskiego freeride’u;) Łojek przysłał trochę fotek..

A ja, jako że muszę zwolnić trochę miejsca na dysku stworzyłem krótki teledysk z całości klipów. Tak bardzo lubię jeździć w tym miejscu, że nawet w tej chwili czuje się spakowany i gotowy do startu!

Last Powder Call | Tatry | Luty | 2013

Dzisiejszą historię można podzielić na dwa dni. Najpierw udaliśmy się z Kostkiem na sekretną słowacką miejscówkę w celu nakamerowania materiału wideo. Po drodze miał do nas dołączyć Bolo. Niestety jego czarna, mafijno-rodzinna Nubira (napadówa) trafiła pod ciężki obstrzał podczas przejazdu przez małą wioskę zamieszkałą przez Romskich osadników. Efekt w postaci pajęczyny na tylnej szybie uniemożliwił jego dalszą podróż.

Do nas nikt nie strzelał. Dotarliśmy na miejsce, aczkolwiek okazało się, że puchu jest niewystarczająca ilość. Nawet nie założyliśmy nart. Obraliśmy kierunek na Zakopane. Na miejscu m.in. ogarnialiśmy wcześniej wspomnianą, zdezylowaną szybę. Następnie kolejką wyjechaliśmy na Kasprowy. Dzień kończąc efektywnym zjazdem z Karbu, czyli Króla Tatrzańskich Żlebów.

A wcześniej zgubiłem nartę mknąć niczym Szatan z Pośredniej. Jakoś udało się ją znaleźć. Poniżej krótki poradnik jak skutecznie pozbyć się nart podczas zjazdu. Powodzenia!

Wróciliśmy wieczorem. Bolo musiał już złożyć broń, jednak my umówiliśmy się na dalsze pizganie , aczkolwiek w innym rejonie Tatr. Plan był taki żeby dotrzeć na miejsce nocą i przekimać w jamie. Niestety wcześniej zostały odpalone pewne używki i musieliśmy z wielką pokorą wynająć nocleg w schronisku. Po raz kolejny nie dopisało nam szczęście. Na niedomiar złego musieliśmy rąbnąć z buta 10 km na niezłym zmęczeniu spowodowanym przez scenariusz tego dnia. Grupa, która miała do nas dołączyć miałą więcej szczęścia i mniej chodzenia. Długo by opowiadać. Następnego dnia upiekło się wszystkim. Wielkie dzięki za podwózkę Dziewczyno z białego pick-up’a!

Poza tym super dzień na nartach, mimo, że wzrastająca temperatura próbowała udusić puch. Co jej się w końcu udało.

Jeden z moich ulubionych podkładów muzycznych!

Jak zwykle bogata galeria pstryknięta telefonem. Taki warun panował pod koniec lutego. W zasadzie nienajgorszy można rzec.