To był głęboki dzień! | Pilsko | Luty | 2013

Tak! Tego typu dzień i opad nie zdarza się często, a już szczególnie w naszym biednym kraju. W zasadzie nie ma o czym pisać, gdyż wszystkie bajecznie piękne walory krajobrazu i warunków wtedy panujących obrazują zdjęcia. Jedyne emocje, jakie przychodzą mi do głowy to właśnie te związane z ilością śniegu i radością w duszy, jaką wywołuje ów głębokość.

DSC_0214_Aladin

Mimo, że było nas tak wielu udało nam się całkiem konkretnie pośmigać, a dodatkowo odkryliśmy bardzo solidną linię na stronę Słowacką.

Czego brakowało? Może trochę słońca, ale nie ma, co narzekać. Było kozacko i tak pozostanie. Przynajmniej w pamięci.

Na Pilsko zawsze wraca się z uśmiechem na twarzy. Nawet, jeśli w ekstazie zabrnie się zbyt daleko i trzeba kombinować powrotny dojazd do wyciągów. Mamy to już dobrze obadane. Pamiętacie jak powiesiliśmy „psa” na gościu z warszawskimi blachami. Od razu go skreśliliśmy z listy samarytan. A to właśnie on nam pomógł, a na dodatek sam wyciągnął do nas rękę. Respekt!

Standardowo galeria typu „jaram się swoim smartfonem”. Tak na serio się nie jaram. Model Xperia P. Nie polecam. Ma słaby GPS.

Moje deski na 2014/15 | Voelkl Two & V-Werks BMT 108

Dzisiaj chciałbym się pochwalić, jakich nart będę używał w tym sezonie. Nie chciałbym, aby wyszedł z tego swoisty katalog wypełniony po brzegi informacjami technicznymi, dlatego po szczegóły odsyłam do producenta. Mimo to odpowiem na każde pytanie związane z tymi deskami, jeśli pojawi wam się jakieś w głowie. Piszcie śmiało. Najlepiej w komentarzach.

10724063_752151921498814_1511122166_n (2)

Oferta marki Voelkl jest bardzo bogata. Zabrzmi to „bananowo”, ale nie było łatwo się zdecydować. Jednak człowiek nie jest taki, że będzie się zastanawiał całe życie. Szkoda puchu na takie problemy, prawda? Stwierdziłem, że wypróbuję czegoś innego niż w zeszłym sezonie, a jednocześnie lecę z powrotem w nartę szerszą, gdyż według moich osobistych odczuć tylko szerokie deski są uniwersalne. W zasadzie wąskie również, jednak tylko do momentu, kiedy sypnie „ponad kolano”

TWO

two

*Więcej informacji o narcie -> Voelkl.pl

Tą nartę chcę sobie wykorzystywać do niedalekich tur, czyli takich jednodniowych, nieskomplikowanych i niezbyt długich oraz jazdy w obrębie ośrodków. Płaski camber i finezyjny rocker powinny zapewnić bardzo dużo zabawy. Liczę na srogi opad w tym sezonie!

V-Verks BMT 109

VOE_1415_VWERKS_BMT109_7f7031af68

*Więcej informacji o narcie -> Voelkl.pl

Opcja na dalsze jedno i kilkudniowe tury. Jeżeli nie mieliście jej jeszcze w ręku to polecam. Niesamowita konstrukcja. Już dawno tak się nie jarałem „deskami”. Po prostu dzieło sztuki inżynieryjnej. Cienka niczym wafel do piwa (ten, który podkłada się pod kufel). Zwróćcie uwagę na wagę w odniesieniu do szerokości. A sama sztywność, crème de la crème. Już nie mogę się doczekać, kiedy zaskrzypią ślizgami!

Dyskotekowa, komercyjna bomba muzyczna wykorzystana w filmie freeride. Szok!

To był siódmy luty 2013. Czekałem na ten dzień jak dżdżownica na deszcz, gdyż miał to być pierwszy obfity opad śniegu w Beskidzie Śląskim. Nie musze dodawać, iż wyczekiwany bardziej niż Mikołaj w ’89.

Narty miałem zaplanowane na dzień następny. Już czekały grzecznie w samochodzie, ale widząc jak przebiega ten proces nie mogłem siedzieć bezczynnie. Odwołałem wszystkie lekcje (nauka jazdy na snowboardzie) i udałem się w kierunku Stożka.

krzesło stożek

Jak możecie się domyślić patrząc na powyższe zdjęcie było to bardzo przyjemne popołudnie. Choć pamiętam, że jazdę rozpocząłem dwoma luźnymi „biegami zjazdowymi” i niestety trafiłem małą dziewczynkę, która wyjechała za swoim bardzo odpowiedzialnym ojcem z podporządkowanej trasy. Na szczęście skończyło się tylko na płaczu. Ojcu odpuściłem reprymendy, gdyż sprawiał wrażenie, że i tak by nie skumał, że to jego wina. Oczywiście był śmiertelnie oburzony i obrażony. Niestety nie miałem czasu na pierdoły, gdyż puch rósł z każdą minutą.

Czasami jazda solo daje dużo radości z zaistniałej wolności. Narty, puch i muzyka w słuchawkach. Kwintesencja można rzec.

Wiele osób miało pretensję, że wybrałem ten konkretny podkład muzyczny, aczkolwiek nie mogłem się powstrzymać. Księgowy naszej firmy – Leszek – nucił tą piękną pieśń codziennie przez cały dzień. Zaraziłem się od strzału!

Freestyle Club x Michał Ligocki | Senior Squad | Batutsratut

Mówią na nas „Senior Squad„, aczkolwiek już po samej rozgrzewce czułem się jak emeryt, który raczej wolałby pograć z kolegami z rocznika w szachy w parku zamiast klepać tą autorską biedę. Przyznam, że na pięć minut przed rozpoczęciem zajęć wydawało mi się, że „coś” robię w tym kierunku. Totalne bzdury. Trzeba się wziąć ostro do roboty.

Tego typu zajęcia ukierunkowane na akrobatykę to bardzo dobra inicjatywa, gdyż jak już wspomniałem wyżej są prowadzone bardzo solidnie i profesjonalnie. Wartością dodaną poza trampolinami jest bardzo rześka ogólnorozwojówka. Trener patrzy i nie ma grania w kulki. Trzeba rąbać.

freestyle

Za organizację odpowiada Brelok, czyli Michał Ligocki i Jacek Milas, który odpalił klub o nazwie Freestyle Club. Nazwa zrozumiała. Nikomu nie trzeba niczego tłumaczyć.

Treningi odbywają się na hali DKS Targówek (Warszawa). Cena za miesiąc (w każdy poniedziałek o 19:30) to 150 zł.

Szczególnie pożądani są młodzi adepci do grupy Junior (wiek 10+). Poza tym klub będzie organizował wiele wyjazdów w różne zimowe (i nie tylko) miejscówki. Kto ma pociechy w wieku kolonijnym ten powinien się zainteresować.

Więcej info na profilu FB Freestyle Club. Ja idę odpoczywać. Jest środa, a mnie dalej wszystko łupie, ale jak się już jest Dziadem to inaczej być nie chce.

Jak wyprać puchówkę, kiedy jej zapach zaczyna zabijać komary?

Nie jestem fachowcem w dziedzinie porad, a już na pewno, jeśli chodzi o pranie ubrań. Ostatnio zauważyłem, a wręcz poczułem, że coś jest nie halo z moją puchówką (sweter puchowy), którą użytkuję od prawie roku. Mówiąc wprost zaczęła brzydko pachnieć, a prawda jest taka, że jeśli smród dobiega do nozdrzy nosiciela to znaczy, że czas na zdecydowaną reakcję.

Nie miałem zielonego pojęcia jak się za to zabrać, więc zasięgnąłem opinii profesjonalistów. Wpierw skontaktowałem się z producentem puchóweczki, później zadałem pytanie gawiedzi internetowej, a na końcu szybki wywiad za pomocą „gogli”. Oto uzyskane informacje na temat prania i suszenia tego typu ciuchów:

  • Pranie to mały pikuś. Najważniejsze jest suszenie.
  • Temperatura nie wyższa niż 30 stopni
  • Tylko lekkie detergenty typu szare mydło, płatki mydlane itp.
  • Lepsze płyny niż proszki, ponieważ prochy mogą zatykać strukturę materiałów, co w konsekwencji powoduje ograniczenie oddychalności
  • Impregnacja „pralkowa”, gdyż ta „sprejowa” jest tylko i wyłącznie punktowa, a na domiar złego tylko z jednej strony
  • Środki do impregnacji wyłącznie specjalistyczne i ukierunkowane na daną tkaninę
  • Do suszenia najlepiej wykorzystać suszarkę bębnową lub posiadać kilka godzin wolnego czasu w celu przekładania i obijania, aby puch się przypadkiem nie zbił w kule. Jeśli się zbije  w takie kulki to kurtkę można zacząć używać, jako wycieraczkę do butów przed wejściem do garażu
  • Olać powyższe i oddać do pralni chemicznej, ale warto już na miejscu wypytać jakich metod używają. Jednak z  tego co zauważyłem w tych dużych, sieciowych piorą różne drogie rzeczy i to w tysiącach sztuk, dlatego zazwyczaj mają doświadczenie i dobre ubezpieczenie zapewniajace szybką spłatę należności w przypadku wpadki.
  • Dodatkowo istnieje legenda o stosowaniu piłeczek tenisowych. Ponoć warto wrzucić 3 lub 4 sztuki wraz z kurtką/swetrem puchowym. Ponoć wtedy puch będzie rozbijał się sam. Niestety istnieją dwie wersje. Jedni twierdzą, że wrzucamy ten „wimbledon” do pralki, a inni, że do suszarki?!

Pajak, model Levity. Tak ją przepociłem, że pachniała jak kurnik po walentynkach. Poza tym polecam. Kawał dobrego, krajowego puchu!

levity

Ja osobiście nie posiadam ani suszarki bębnowej, ani nie mam motywacji i odwagi by suszyć puch ręcznie, rozbijając i przekładając. Dlatego też oddałem swoją kurtkę puchową do pralni chemicznej 5asec w CH Arkadia (Warszawa). Usługa kosztuje 49,99 zł. Samo pranie, bez impregnacji.

Odbierałem z drżeniem serca, gdyż uwielbiam tą puchówkę, a przede wszystkim ciepło, jakie gwarantuje. Okazuje się, że strach ma wielkie oczy. Kurtka została fachowo uprana i wysuszona. Wygląda jak nowa i co najważniejsze pachnie świeżo niczym Wunder-Baum.

Jeśli interesuje was temat prania i czyszczenia odzieży technicznej, czy też puchowej to odsyłam do specjalisty w tej dziedzinie – Piotra Bernackiego. Nie znam osobiście chłopa, ale sposób, w jaki wylewa swoje doświadczenia i wiedzę na papier każą mi bezwzględnie sądzić, że nie wyssał tych informacji z palca. Bardzo pomocny artykuł jego autorstwa znalazłem na stronie SKI Magazyn -> Wielkie Pranie.

Gmina Ujsoły | Styczeń | 2013

Po Bieszczadach przyszedł czas na lokalne górki. Miejscówka jest tak tajna, że nawet pod rygorem ciężkich tortur żaden z jej uczestników nie ujawni lokalizacji. Mogę tylko i wyłącznie zdradzić, że to wzniesienie rośnie w gminie Ujsoły. Nic więcej nie powiem.

Poza tym była to jedna z pierwszych wyryp tego sezonu dla Mirka, co szczególnie widać na jego rześkiej twarzy. To nie był jego najbardziej witalny dzień w życiu. Wybaczmy mu..

DSC_0151_Peter

Uprzedzę tych, którzy zamierzali zapytać. Deska do krojenia. Drewniana + majtko-szelki gołpro. Tak, jeśli zapnie się szelki na maksa ujęcia nie mają Parkinsona . Wiem. Wygląda idiotycznie, ale efekty wynagradzją ten mankament.

muncoł

Zdjęcie wykonane przez Tomka Dębca

Sama jazda. Gęsto jak cholera, ale da się znaleźć fajną ścieżkę. Chętnie podbiję ten niewysoki pagórek raz jeszcze. Zapewne można znaleźć jeszcze bardziej optymalną linię. Dobra alternatywa dla przeładowanej i harczącej jak stary kombajn (skooterboyz) Rysianki. Którą de facto klepneliśmy jeszcze tego samego dnia na pożegnanie.

Szczelane telefonem + bajerka w postaci prostackich filtrów. Plastyka jak na dyskotece w Złatnej, ale pamiątka jest.

Bieszczady | Pierwszy Kontakt | Styczeń | 2013

Wycieczka w Bieszczady była efektem słabego początku sezonu. Oczywiście pod względem ilości białego puchu. Urodziła się po szybkiej analizie sytuacji meteo i przerodziła w wielką oraze kscytująco przygodę.

Wcześniej w Bieszczadach byłem tylko raz, za dzieciaka i zupełnie nic z tamtej wycieczki nie pamiętałem. Poza tym odbyła się ona jesienią, więc zero przełożenia. A legenda niosła, iż ten rejon Karpat posiada ciekawą „infrastrukturę” do dzikich zjazdów narciarskich. Jak się okazało na miejscu, nie było to bezpłodne bajdurzenie.

DSC_3328_Tom

Na naszą bazę wybraliśmy Cisną. Nocleg zarezerwowaliśmy w Bacówce pod Honem. Dobry dostęp, tanie spanie i super atmosfera. Polecam. Nazajutrz ekipa skompletowała się na pobliskim parkingu. Łącznie prawie dziesięć osób. Dużo? W normalnych warunkach przerost formy nad treścią, aczkolwiek na tym terytorium nie robiło to zbyt wielkiej różnicy. Pustka i bezkresny obszar sprawiały, że mimo potencjalnego „tłoku” człowiek czuł się maluczki, wręcz samotny.

DSC_3342_Anne Łupem tego dnia padła Hyrlata oraz Jasło, a także przepyszny obiad w Siekierezadzie. Kto nie był w tej przytulnej restauracji, ten nie był nigdy w Bieszczadach, a także w Piekle (i nie chodzi tutaj o miejscowość w województwie świętokrzyskim) . Z porą obiadową wiąże się pewna komiczno-tragiczna sytuacja, a dokładniej subtelny dialog Kondiego z „Szatanem”. A było tak..

Kondi zamawiając pierogi podchodzi z kartą dań do bufetu, zza którego wyziera złowieszczo sylwetka „Szatana”

- Przepraszam. Ile sztuk pierogów znajduje się w tym daniu?

„Szatan” patrząc wpierw nieufnie odpowiada wyraźnie zdegustowany..

- Wchuj..!

Kondi grzecznie dziękując zamawia owe „wielosztuki”  i oddala się do stolika uzyskawszy wyczerpującą odpowiedź. Gwar milknie. Pokora wypełnia całą salę. Koniec.

Jeśli nie wierzycie w atmosferę tej historii to po prostu wejdźcie sobie na FB Siekierezady i poczytajcie sobie kilka wpisów. Nie ma w nich zbędnego pierd*lenia. Mocne wrażenia murowane. Są też zdjęcia samego „Szatana”!

stoch

Tym optymistycznym akcentem kończymy dzisiejszą opowieść. Wieczorem zdecydowaliśmy, że zostajemy dzień dłużej. Tusiek wyleciał za to posunięcie z roboty, ale tylko na chwilę. Było warto, jazda była wyśmienita i dodatkowo odwiedziliśmy Rawki i prawie skasowaliśmy bok BMki na lewym wirażu. Bieszczady i narty to idealne połączenie i gwarancja wielu niesamowitych przeżyć. Musicie odwiedzić ten zapomniany zakątek świata.

Nieskromnie przyznam, że film z Bieszczad był hitem internetu (15 tysięcy obejrzeń) i nawet trafił na Wykop.pl, gdzie wybuchł konflikt czy uderzyłem ze skutkiem śmiertelnym w drzewo, czy jednak przeżyłem?! Do dzisiaj sam sobie zadaję to pytanie, które nadal pozostaje bez odpowiedzi. Tutaj znajduje się wersja Youtube.

Media tylko telefonowe. Szkoda było czasu na zabawę w rozbierane sesje. Pamiętam jak Tomek tupnął nogą, że robił za przewodnika, a nikt nie chciał ustawiać się pod foty. Wszyscy tylko chcieli jeździć. Jednak co zrobić, kiedy narciarz głodny i wyposzczony jak wilk, puchu tylko kilka gram, a dzień zbyt krótki..