Pechowa Rysianka | Styczeń | 2012

Pędząc z wpisami zapomniałem o kilku, które nie posiadają materiału wideo. Niestety ten dzisiejszy nie jest zbyt pozytywną historią.

Nie wchodząc zbyt głęboko w szczegóły można napisać, iż styczeń 2012 nie był zbyt śnieżny, a zajawa była ogromna. Na glebie leżał wyłącznie nieśmiały podkład. Tego dnia wybraliśmy się na Rysiankę. Samo podejście było jak zwykle bardzo przyjemne. Najpierw oddaliśmy jeden eksploracyjny zjazd w stronę Złatnej. Następnie wróciliśmy na szczyt, by cieszyć się kolejnym. Tym razem na stronę Żabnicy, gdzie zaparkowaliśmy samochody. Niestety podczas tego zjazdu, ostatniego zjazdu dnia Tomek, nasz naczelny telemarkowiec zahaczył kolanem o pień, który znajdował się pod cienką warstwą puchu.

DSC_0097_Julia

Na miejscu nie mieliśmy pojęcia, że sprawa jest, aż tak poważna. Sam wypadek nie wyglądał turbo akrobatycznie. Po prostu gość upadł przy skręcie. W końcowym przetransportowaniu rannego pomógł nam przypadkowo spotkany właściciel skutera śnieżnego. Jeszcze raz dziękujemy! Jednak całe szczęście, że było nas jeszcze trzech, gdyż nie jest łatwo „przenieść” takiego kolosa.

Na pogotowiu okazało się, że doszło do pęknięcia rzepki. Nie pomógł nawet ochraniacz. To był koniec sezonu dla Tomasza, ale początek innej ciekawej i przede wszystkim niezmiernie pozytywnej historii z jego życia osobistego.

Honoratka | Taki dzień, który się pamięta do końca życia | Marzec | 2013

Jak już wspomniałem w tytule na pewno nie zapomnę tego dnia do końca życia. Mało tego po wydarzeniach, które się tam rozegrały miałem długo nasrane w majtach podchodząc z nartami do jakiejkolwiek stromizny, abstrahując od samego zjazdu. Analizując fakty na zimno to po prostu nie był ten dzień, nie ten warunek i przede wszystkim nie te umiejętności. Bezpieczniej było zostać w domu i układać kostkę Rubika. Ja natomiast wybrałem opcję gwałtu na własnym organizmie dokonanego z niezwykłą brutalnością fizyczną oraz psychiczną, by w finale zostać wyplutym wprost do szamba rzeczywistości niczym niechciany benkart.

paszcza smoka

Sytuacja była bardzo dynamiczna. Nie spodziewałem jej się w ogóle, choć powinienem wziąć taki scenariusz pod uwagę. Możliwość ratunku istniała, aczkolwiek jej zakres był bardzo niewielki. Reasumując, nauka i pokora została pobrana. A ile żartów było na ten temat później. Honoratka pozbawiła nas wszystkiego, ogołociła nas z całej narciarskiej dumy, jaką tego dnia posiadaliśmy. Jedyne, czego nam nie odebrała to dobrego humor (o dziwo!). Fakt ten po raz kolejny potwierdza tezę, że najgorszy dzień na nartach jest i tak lepszy niż ten najlepszyy w biurze.

Kiedyś wróćę na jej ściany by zjechać te wszystkie nikczemne fobie, które otrzymałem od niej w podarunku..

Niestety moje wideo się nie nagrało. Kamera uderzyła podczas swobodnego lotu w dół o coś twardego i nie zamknęła rejestracji. Plik był nie do odczytu. Skasowałem. Z resztąakcja przypominałaby projekcję niczym z pralki działającej na najszybszym programie.