-=Stoczek – Powder Open=-

Historia ta wydarzyła się pewnego grudniowego dnia roku aktualnego. Jest to prost opowieść audio-wizualna, która nie posiada żadnego morału oraz przekazu. Nic nie znaczy, nic sobą nie reprezentuje, nie jest negatywna, nie wyobraża sobie by być pozytywną. Nie pytaj, nie odpowiadaj, nie analizuj, nie komentuj. Obejrzyj..

F

Trippin To The Top

Z jest osobą permanentnie zaskoczoną..

Oraz wstydliwą z natury..

Tego dnia puszysta powłoka okalająca strukturę glebową była „prawie” wystarczająca i jak wszystkie „prawie”, nieprzewidywalna i szczodra, szczodra inaczej. Co jakiś czas, co kilka metrów śnieżnych odkrywała przed nami i ofiarowała z dobrego serca dary różnego rodzaju oraz pokroju. Skarby z rodzaju naturalnych, czyli m.in. głazy, korzenie, kamienie, powalone drzewa..???
Walka była nierówna i przerażająco niebezpieczna, aczkolwiek maszyna losująca nie od razu zasysa pełną 6stkę! „Sentencja „cierpliwość jest ciotą” nabiera zupełnie niezwykłego znaczenia jeśli chodzi o jazdę poza trasą zwaną czasami „frirajd”.

Dlatego po długiej i ciężkiej podróży warto zaprosić przypadkowo napotkaną narciarkę..

[Nie sugerując się popularnymi instynktami..]

Na zimowy pyknik pod drzewem iglastym..

Zaproponować spotkanie „monitorowane”..

Interesującą i wciągającą konwersację..

Zagrozić utratą życia..!

Opuścić by odnaleźć kolejną samicę. Niekoniecznie tego samego..gatunku..

Niestety tej samicy nie udało się………………………………………………… :/
(w wykropkowane pole wpiszcie swoją najbardziej odważną i wyuzdaną fantazję zoologiczną)

1

2

3

..only friends, no hard feelings:(

Now watch & clap your hands!

V

-=Sandro-Aleksandro=-

Starsi „wyłapywacze” polskiego freeskiingu-czyli Ci po 50siątce i wyżej- znają osobę Sandera tak sobie/średnio/dobrze/b. dobrze/wspaniale, aczkolwiek przynajmniej coś o nim słyszeli. Ja osobiście słyszałem o tym chłopaku-a raczej jego pokręconych wyczynach- długodługo wcześniej za nim uścisnołem jego dłoń. Legenda niosła się z ust do ust przez kilka dobrych lat (i dzieje się tak nadal), aż w końcu dotarła do moich uszu, później następne lata i w końcu poznałem tego typa o posturze narciarskiej tyczki, kruczoczarnych włosach i uśmiechu rodem z filmu, w którym podcina się ludziom gardła,a mianowicie „od ucha, do ucha”;]
Jak przystało na człowieka „ikonę”, a modliło się do niej wiele osób, Sander charakteryzował się w pierwszej kolejności pasją do swoich niezliczonych zajawek, później rozsądkiem, a na samym końcu wielką odwagą, determinacją i własnym wyrafinowanym stylem.
Były to czasy zamierzchłe, te kiedy na poslkiej ziemi freeskiing był dla cywilów kolejną postrzeloną modą rodem z amerykańskiego żurnala, na parę twintipów urządzało się polowania po całym kraju i europie, rotacja 720 stopni była czymś co podnosiło, w sposób niebotyczny, ciśnienie krwi w organizmach wszystkich gapiów i ówczesnych freeskierów, a zejście 27 prezel było czymś czego człowiek uczył się cały sezon, tak, zdecydowanie piękne i sentymentalne czasy.
Aktualnie Aleksandra można spotkać najcęściej na Białym Krzyżu, gdzie prowadzi on ze swoimi rodzicami nietuzinkową chatę góralską. Kto był ten wie, kto nie, temu tylko się wydaje, że był w przytulnej knajpce z klimatem!?
A po kiego pręta powstał ten wpis? Oczywiście po to, by „wejść bez wazeliny”, a poza tym, aby młodsze pokolenie poznało choć trochę pokolenie, które wkładało pot, krew i łzy w rozwój naszego „sportu” (ale zjeb* jest ten termin na literę „s”) i tak w ogóle i szczególe niedawno oglądałem jego najnowsze ski video, które prezentuję poniżej..

Obecnie Sandro poświęca swój wolny czas lataniu na „skrzydle”. Jest to chyba jego największa miłość, rzecz jasna za raz po A. (jednak czasami uda mi się wyciągnąć Dziadka AlekSandra na krótki powder;) Polecam wam rówież zagłębienie się w temat jego latającej ekipy znanej jako Acrocollective, gdzie odnajdziecie dużo pozytywnego „elektro”. Na zachęte snobistyczny koktajl video, czyli stolniczna „chałka śniadaniowa” prosto z Koniakowa..

-=Spring Time..Rehab Time=-

Minął kwiecień, smętny, nudny, monotonny. Nawet nie chce mi się sprawdzać, czy jakaś aktualizacja była tutaj wmontowana. Już dawno nie przeżyłem takiego beznamiętnego okresu w swoim życiu. Mam nadzieję, że u was było zupełnie odwrotnie!?
Pod koniec Marca byłem już na skraju mentalnego samobójstwa. Kość systematycznie dawała w kość, natomiast zdjęcie kości i potencjalnego zrostu dało efekt 50-60%. Niby już całkiem przyzwoicie, choć po 110 dniach unieruchomienia prawego stawu skokowego (szyna-gips-szyna) powinno się zrosnąć przynajmniej 3 razy z rzędu. Jak można przypuszczać tak się nie stało.
Wkurwienie i frustracja narastała. W głowie pojawiała się myśl na temat medycznej ingerencji. Prawie się już zdecydowałem, aczkolwiek mój wysoce wykwalifikowany chirurg rzekł „Pieprzony Panikarz Bez Charakteru!” (nie zupełnie użył tych właśnie słów;)
Stwierdziłem, iż raczej się nie myli i w myśl diagnozy „Skoro Nie Boli..” olałem udawanie zmyślonego bólu. Polecono mi aktywną rehabilitację, która miała przyśpieszyć zrost.

Lista dostępnych opcji. Wszystko naturalnie, bez żadnych laserów, cudownych dźwięków i innego typu magicznych wynalazków. Czego ja nie próbowałem..

Basen: w sumie spoko. Tylko czasami można trafić na ludzi, którzy na pierwszy rzut oka nie mają pojęcia po co przyszli na pływalnie. Na początku potrzeba misji, możliwość normalnego chodzenia w stanie zakrzywionej grawitacji, ale z czasem zacząłem „wymiotować” na myśl o kolejnej długości. Polecam natomiast tosty w mini barze (Basen na Złotych Łanach BB)

Rower Stacjonarny: prawdopodobnie skonstruowany dla ludzi umysłowo nieogarniętych. Domyślam się, że to urządzenie zostało wykorzystywane w celu cielesnych tortur w GuanTaNaMo. Stacjonarne to ZUO!!! Dlatego m.in. mam głęboko wyjeb. na wszystkie siłownie i fitness squoty.

Gimnastyka: autorska, wolna, jaram się!

Masażo/Gimnastyka W Ośrodku Niepublicznym: niezastąpion, relaksacyjna i progresywna forma.

Rower: nie lubię, nienawidzę, od pewnego wydarzenia nie miałem w ogóle na niego ochoty. Niestety jest to jedyna z ciekawszych form rehabilitacyjnych, dlatego postanowiłem przełamać swoją niechęć.
Przy okazji odwiedziłem kilka nieznanych mi dotąd miejsc, kilka tych, które chciałem sobie przypomnieć oraz odświeżyłem jedną znajomość z liceum..

A oto one..piękne urocze i coraz bardziej zaśmiecone..















Aż w końcu nadszedł Maj..i tylko jedno mnie martwi, dlaczego i kiedy skończy padać ten ignorant..deszcz?!?!