Last Powder Call | Tatry | Luty | 2013

Dzisiejszą historię można podzielić na dwa dni. Najpierw udaliśmy się z Kostkiem na sekretną słowacką miejscówkę w celu nakamerowania materiału wideo. Po drodze miał do nas dołączyć Bolo. Niestety jego czarna, mafijno-rodzinna Nubira (napadówa) trafiła pod ciężki obstrzał podczas przejazdu przez małą wioskę zamieszkałą przez Romskich osadników. Efekt w postaci pajęczyny na tylnej szybie uniemożliwił jego dalszą podróż.

Do nas nikt nie strzelał. Dotarliśmy na miejsce, aczkolwiek okazało się, że puchu jest niewystarczająca ilość. Nawet nie założyliśmy nart. Obraliśmy kierunek na Zakopane. Na miejscu m.in. ogarnialiśmy wcześniej wspomnianą, zdezylowaną szybę. Następnie kolejką wyjechaliśmy na Kasprowy. Dzień kończąc efektywnym zjazdem z Karbu, czyli Króla Tatrzańskich Żlebów.

A wcześniej zgubiłem nartę mknąć niczym Szatan z Pośredniej. Jakoś udało się ją znaleźć. Poniżej krótki poradnik jak skutecznie pozbyć się nart podczas zjazdu. Powodzenia!

Wróciliśmy wieczorem. Bolo musiał już złożyć broń, jednak my umówiliśmy się na dalsze pizganie , aczkolwiek w innym rejonie Tatr. Plan był taki żeby dotrzeć na miejsce nocą i przekimać w jamie. Niestety wcześniej zostały odpalone pewne używki i musieliśmy z wielką pokorą wynająć nocleg w schronisku. Po raz kolejny nie dopisało nam szczęście. Na niedomiar złego musieliśmy rąbnąć z buta 10 km na niezłym zmęczeniu spowodowanym przez scenariusz tego dnia. Grupa, która miała do nas dołączyć miałą więcej szczęścia i mniej chodzenia. Długo by opowiadać. Następnego dnia upiekło się wszystkim. Wielkie dzięki za podwózkę Dziewczyno z białego pick-up’a!

Poza tym super dzień na nartach, mimo, że wzrastająca temperatura próbowała udusić puch. Co jej się w końcu udało.

Jeden z moich ulubionych podkładów muzycznych!

Jak zwykle bogata galeria pstryknięta telefonem. Taki warun panował pod koniec lutego. W zasadzie nienajgorszy można rzec.

Galerie fotograficzne odpalone!

Udało mi się w końcu odpalić galerie ze zdjęciami. Zbiór tego materiału był sentymentalną podróżą w zamierzchłe czasy. Z tego miejsca chciałbym podziękować wszystkim autorom fotografii, a także wszystkim osobom, bez których te zdjęcia nie byłyby możliwe. Nie będę wymieniał nazwisk, gdyż prawdopodobnie o kimś zapomnę. Ci, którzy byli to wiedzą. Każde z tych zdjęć to nasz wspólny, malutki sukces. Zapraszam do oglądania!

  • Galeria freeride jest podzielona na zdjęcia z ubiegłego sezonu oraz te wszystkie pozostałe od roku 2006. Oglądamy tutaj!
  • Galeria freestyle to już tylko i wyłącznie przeszłość zarejestrowana od 2006 do 2012. Oglądamy tutaj!

Mała próbka tego cego można się spodziewać poniżej. Enjoy!

Ploská | Veľká Fatra | Grudzień | 2012

Przeskakujemy do kolejnego sezonu. Sezon ten, 2012/13 miał stać się ZIMĄ STULECIA. Ale taką, że nawet najwięksi optymiści mieli  podkulić ogon i grzecznie przyznać, że TA zima daje ostro w dupę i nie ma się z czego cieszyć.

Jak wyszło w realu. Sami dobrze pamiętacie. Wyszło jak zwykle. Zima (2013/14) jak wiecie też rozczarowała, tak więc do trzech razy sztuka! Prawda?

Od tamtego momentu, przez kolejne dwa lata staliśmy się tropicielami. Aczkolwiek nie szukaliśmy już wyłącznie przygody. Praktycznie przygoda sama w sobie zeszła na drugi, lub nawet trzeci plan. Musiała ustąpić mozolnej pracy logistyczno-analitycznej, ponieważ tego wymagało poszukiwanie śniegu.

Można płakać, ale można również stwierdzić, że było to ciekawe doświadczenie i dużo się dzięki temu nauczyliśmy. Optuję by pozostać przy tej tezie.

Pierwszą wycieczkę zrobiliśmy w sporym gronie. Celem były pagórki Wielkiej Fatry.

GOPR3173_Anne

Wyrypka się udała, aczkolwiek w tym przypadku „przygody” nie zabrakło. Najpierw byliśmy zesrani, że tak mało śniegu. W sumie to człapaliśmy po tym, co ledwo dotknęło gleby. Nie wspominając o takim rarytasie jak puch. Później okazało się, że na szczycie Ploski panują warunki niemal Arktyczne. Gorzej niż na Hintertux w najgorszy dzień stulecia. Następnie trochę pogubiliśmy drogę, by w finale znaleźć. Uwaga! Trochę puchu. Hura!

Warto zaznaczyć, że w Polsce w tym okresie można jeszcze było grać w piłkę nożną. Na golasa.

Pod koniec dnia na każdej twarzy widniał tzw. „banan”. Mimo zmęczenia i nieplanowanych wydarzeń dzień został zaliczony do tych udanych. Oby więcej takich wyjazdów.

Kamerowane GołPro 1, więc pewnie będzię was naciągać z niedoboru witaminy D.

Ciekawostką niech będzie fakt, że Wielka Fatra to najbardziej lawinowy rejon górski słowackich Karpat. A tam same łąki. Wydają się super bezpieczne. Błąd. To tylko podpucha. Lawina lubi jeździć po trawie i nie ma żadnych oporów, co do tej zabawy.

Zdjęcia udziwnione. Efekt pierwszego, własnego smartfona. Wiem. To już się więcej nie powtórzy.