-=SOS Schön YellowRail=-

W tym roku również zawitaliśmy na sosnowieckie deptaki. Kombinat z pewnością posiada swój indywidualny urok. Prócz ciekawych raili można się również natknąć na okazałe i opuszczone archaiczne budowle..fascynujące i za razem nieco przerażające. Nie mam pojęcia czy to co widziałem to stary dworzec, fabryka czy może jakiś urząd, aczkolwiek budził pełen respekt.
Tę akcję streetowa zaplanowaliśmy w zeszłym tygodniu. Miejscówka została wytropiona przez Tenczysława i znajduje się w zabytkowym parku Schön. Jakiś czas temu otrzymałem fotki obstikla od wyżej wspomnianego kolegi i stwierdziłem, iż może to być bardzo dobra przystawka przed sezonem zimowym. Oczywiście zdjęcia te nie oddawały w pełni rozmiarów i kątów nachylenia poręczy, ale o tym później.
Obowiązkami organizacyjnymi podzieliłem się z Wojarem (któremu przy okazji dziękuję!). Piotr miał ogarnąć śnieg oraz transport białego towaru. Furę ogarnął z powodzeniem. Pierwszy polski pick-up był do naszej pełnej dyspozycji..

..na śniegu się trochę wyłożył, aczkolwiek nie z własnej winy..hehe..niestety po raz kolejny okazało się, iż w środkowej europie bardziej liczy się półlitrowy „gest” niż konsekwentna obietnica..długo to jeszcze potrwa???
W każdym bądź razie trzy rolby śniegu zostały nam „łaskawie” wypożyczone..

W tym momencie poślizg czasowy wynosił już jakieś 3h..normalne, ale to nie koniec kłopotów:]

Oczywiście nie chodzi o rozładunek, gdyż ten poszedł sprawnie i bez większych komplikacji..


Dropik konstruowany przez Bushmana również nie sprawiał kłopotów..

Koras także zachowywał się kulturalnie jak na przyszłego małżonka przystało..


Pewnie wasze podekscytowanie sięgnęło zenitu (!?), tak więc od razu tłumaczę, iż zawinił agregat prądotwórczy. Skurwysynek przeszedł przegląd techniczny oraz wszystkie niezbędne czyszczenia..może trochę zbyt późno, ale dobrze, że w ogóle do tego doszło..i mimo tych zabiegów uprzykrzał nam życie..?!

Teraz dzwonię do Trzyny..powiedział, że ma, ale na jutro..nie do przyjęcia!

Pełen pozytyw w głowach..cały misterny plan poszedł w pizdu..?!

Aczkolwiek jak się zwykło mówić..”Nadzieja umiera OSTATNIA!”..

W sumie to już dawno nikt nas tak nie wkurwił jak ten pierd. agregat. Nie zabrakło wiele by podzielił los poprzedniego i stałby się wspaniałą futbolówką za 600 zł. Oczywiście przyczyna jego niepowodzeń była bardzo banalna..nieodłączny paradoks rzeczy martwych..!

Po zjedzeniu pysznego włoskiego placka..

Dokarmieniu młodocianych blokersów z niedalekiej ośki..

Krótkiej reklamie..”Dr Żanet Kaleta Poleca 77 Project!

i podszejpowaniu..


wielkiej krokwi..

Sesja w końcu ruszyła!!!


Andrzej zawsze przejawiał zamiłowanie do jazdy „rajdowej”..

Wojar..to na prawdę Ty?

Jak już wspominałem rurka na zdjęciach wyglądał nieco inaczej. Przede wszystkim wydawała się trochę krótsza, jednak nie to nas zmartwiło najbardziej. Niestety posiadała ona jakąś dziwną wadę, mianowicie spowalniała poślizg w swojej środkowej części..tajemna zależność?!
Mimo to jibbowało się całkiem spontanicznie. Nie wykonaliśmy zbyt wielu sztuczek, ale liczy się sam fakt osiągnięcia zamierzonego celu oraz czysta frajda z jazdy po trawniku zaścielonym tonami liści.
Już niedługo będzie można obejrzeć krótki edit zmontowany przez RoadkillProductions.ownlog.com (prawda?:).

Świece są również luźne w tym umyśle..

Komu by tu zawinąć iPhonaSrajphona..?

Natomiast już teraz można się delektować fotkami autorstwa Tomka Rakoczego TommySuperstar.com (pod tym linkiem można obejrzeć galerię tych fotek w większej rozdzielczości)

Lomo szczały wykonane przez Tenczysława

„Fear Of The Dark..”







Kolanaaaa do Ch. Wacława!!!;]



[Lucek powiedział, że nie wolno wycinać lamp:]


Reklamy

-=FOSHNA JIB PARTY VSETIN =-

Następny weekend, czyli 10 października, spędziliśmy w CzechoSłowacji, a bedąc bardziej dokładnym w Vsetinie. Droga do celu była niespotykanie trudna i nudna jak flaki w oleju. Przede wszystkim wydrukowała nam się jakaś dziwna mapa na której było zbyt wiele miejscowości które na trasie po prostu nie występowały..dlaczego?! Prześladował nas ordynarny pech, pierwszy jego objaw to autokar pełen konsumentów który akurat musiał tankować wachę na tej samej stacji benzynowej..tylko chwilę wcześniej..

Ponad to, w tym występowały u sąsiadów spore powodzie rzeczne..o czym nie mieliśmy zielonego pojęcia..


Wojar próbował dodać otuchy strudzonym robotnikom..

Konkurencja sportowa przebiegła raczej standardowo. Set-up nie oszałamiał, aczkolwiek dawał wiele radości. Poszła plotka, iż wstęp mają tylko i wyłącznie zaproszeni riderzy. Ten fakt okazał się wielką ściemą, a efektem były małe kolejki do zestawów jibowych. Triki które zostały zaprezentowane stały na bardzo wysokim poziomie, zarówno na boxie jak i rurce. Najbardziej intrygującą opcją jaka mnie osobiście urzekła była kultura i atmosfera samego jamu. Przede wszystkim nikt się nie wpierd. do kolejek co u nas w kraju jest przykrym zwyczajem, a wręcz popularnym rytuałem. W ogóle za granicą tego kraju oddycha się jakoś swobodniej, ludzie zachowują się normalnie, brak transformacji tożsamości.





Edit autorstwa: Juraj Lovas

Oficjalne media podciągnięte z FREESKIER.sk

..oraz od „konkurencji” (fotki i raport)-> FREERIDE.cz







A teraz moja ulubiona część zabawy..backstage:]

Jak już wspominałem to nie był nasz najbardziej szczęśliwy dzień. Po czeskiej kuchni u chińczyka próbowaliśmy znaleźć kwaterę. Trochę czasu zmarnowaliśmy na tę czynność, ale jak już znaleźliśmy to nie mogliśmy uwierzyć, że za 250 kc mamy do dyspozycji..

Łazienkę z taką wanną..

(w której Wojar spędził przynajmniej 1,5h następnego dnia..samotnie!)

Później jak zwykle, zakupy spożywcze..

Trochę homo romantyki..

Quizy zręcznościowe..

Bezcelowe czynności..

After który jednocześnie był urodzinami Lukina oraz premierą Every Day Is A Saturday..

„Beton” siał spustoszenie na sali..




W drodze powrotnej problemem były tylko drobne które nie chciały się odnaleźć, a miały być zainwestowane w paliwo. Mimo to, jakimś cudem wróciliśmy do kraju..


Dzięki TwoTip za hajs na wachę!