Zdjęcia Freeride 2014/15

Jakiś czas temu uzupełniłem galerię freeride o fotki z minionego sezonu. Niestety jakoś tak wyszło, że podczas wycieczek zdjęcia pstrykane były wyłącznie smartfonami. Znak czasu? Hmm..o dziwo nikt jeszcze nie zabrał na tury tableta z jabłkiem na masce, dlaczego? Czas i nowe trendy pokażą czy ten sezon będzie przełomowy pod tym względem. W użyciu były również kamery pokładowe, aczkolwiek jak każdy wie nijak ma się to do robienia dobrych technicznie zdjęć. Niemniej jednak, mimo tych wszystkich niuansów zapraszam do oglądania..

Gdzie podziali się profesjonalni fachowcy z lustrzankami wielkości solidnego tostera? Odpowiedź może być tylko jedna. Nie było ich na miejscu lub byli, ale dali sobie wolne. Często warunki „termiczne” były takie, że można żałować ich nieobecności lub świadomej bierności, aczkolwiek zazwyczaj sama, czysta jazda jest o wiele bardziej kusząca niż czasochłonna i przez to irytująca sesja foto. Tak więc chyba mamy remis w tej nierównej potyczce. Jednocześnie żałuję, że nie ma profi pamiątek do albumu, ale z drugiej strony cieszę się, że można było intensywnie pośmigać bez pizdrzenia się do obiektywu:)

_DSC3013

Z tego miejsca wielkie dzięki dla tych, którym się chciało wynieść i wyciągnąć aparat, czyli Lucekphoto.com | Tomasz Dębiec | Maciek Leszczyński | Kamil Łojek | Paulina Pinkas

Może w tym sezonie uda się strzelić coś konkretnego. Trzymam kciuki za to postanowienie.  Tymczasem czekamy na zimę, mogłoby już rypnąć białym!

cover-yt

Zapraszam również do galerii freestyle. W tym sezonie żądnych wygibasów nie było, ale jeśli tylko zima dopisze to jest plan i są miejscówki!

aram-pinki

Dyskotekowa, komercyjna bomba muzyczna wykorzystana w filmie freeride. Szok!

To był siódmy luty 2013. Czekałem na ten dzień jak dżdżownica na deszcz, gdyż miał to być pierwszy obfity opad śniegu w Beskidzie Śląskim. Nie musze dodawać, iż wyczekiwany bardziej niż Mikołaj w ’89.

Narty miałem zaplanowane na dzień następny. Już czekały grzecznie w samochodzie, ale widząc jak przebiega ten proces nie mogłem siedzieć bezczynnie. Odwołałem wszystkie lekcje (nauka jazdy na snowboardzie) i udałem się w kierunku Stożka.

krzesło stożek

Jak możecie się domyślić patrząc na powyższe zdjęcie było to bardzo przyjemne popołudnie. Choć pamiętam, że jazdę rozpocząłem dwoma luźnymi „biegami zjazdowymi” i niestety trafiłem małą dziewczynkę, która wyjechała za swoim bardzo odpowiedzialnym ojcem z podporządkowanej trasy. Na szczęście skończyło się tylko na płaczu. Ojcu odpuściłem reprymendy, gdyż sprawiał wrażenie, że i tak by nie skumał, że to jego wina. Oczywiście był śmiertelnie oburzony i obrażony. Niestety nie miałem czasu na pierdoły, gdyż puch rósł z każdą minutą.

Czasami jazda solo daje dużo radości z zaistniałej wolności. Narty, puch i muzyka w słuchawkach. Kwintesencja można rzec.

Wiele osób miało pretensję, że wybrałem ten konkretny podkład muzyczny, aczkolwiek nie mogłem się powstrzymać. Księgowy naszej firmy – Leszek – nucił tą piękną pieśń codziennie przez cały dzień. Zaraziłem się od strzału!

-=Rysowanka=-

Sobota 12 czerwca, Katowice, stacja benzynowa British „Mamy W Dupie Środowisko” Petrol, godzina 6 rano, Leszczu już czeka. Gdzie my się wybieramy? Zważając na ekwipunek złożony ze sprzętu narciarsko-snb z pewnością nie na odpus† w Psich Zadach.
Pomysł na wycieczkę krajoznawczą połączoną z ekstremalnie ryzykownym zjazdem z trudno dostępnych rejonów polskich Tatr, zrodził się w głowach młodych i szalonych „intelektualistów” z południowych krańców naszego Królestwa bez Króla (Co odpowiedział Jarek na pytanie o jego pożycie seksualne? Obrócił Kota ogonem😉
Po tradycyjnej mailowej burzy mózgów i obejrzeniu bardzo ładnych zdjęć obrazujących zakres i obfitość pokrywy śnieżnej zdecydowaliśmy, iż nie ma na co czkeać, trzeba „rąbać”!
Z Ka†olandu obraliśmy kierunek na Trzebinię, by tam odebrać, dumnego ojca, redaktora Tomasza. Czekał na nas pod lokalnym Tesco, gdzie dorabia zgniatając puste kartony. Ciężkie i odpowiedzialne zajęcie, ale można zakończyć tą bestialską charówkę! Wystarczy, że zakupicie jeden z numerów szalenie intrygującej gazetki-Poza Trasą– dla takich popaparanych ludzi jak my, czyli tych, którzy nie spędzają weekendu jedząc gofry w centrach handlowych na terenie całego świata.

Napinamy w stronę gór. Wszystko jak w podręczniku, ja z tyłu, rodzice z przodu, pasy zapięte, szyby nie upalcowane, imienne woreczki na śmieci, papierosów i tak nie palimy, nikt nic nie je w środku, kulturka wyoskich lotów!

Później Tata musiał usiąść ze mną bo rozrabiałem z nudów..

Jesteśmy nad morskim! Pięknie, aż pała mięknie..!

Na miejscu dołączamy do ekipy nr 1, czyli Moni, Bartka, Janka, Andrzeja..

i Omeny
„Komu w drogę, temu..40 stopni celsjusza na japę”..

Przyjemny spacerek, z lekkim plecakami po komfortowej promenadzie..

Po chwili logujemy się przy Czarnym Stawie, gdzie jak zauważyłem, większość przyjezdnych wbija flagę swojej gminy, szczela pamiątkową fotografię i wraca na śledzia i sete do schroniska przy Moku..


„Pan Hesus chodził po..”

Kilka chwil później wyszedłem na prowadzenie i do końca nie oddałem pozycji lidera. Trybuny szalały!!!

Zmierzamy do granicy śniegu..

Osiągamy granicę śniegu..

Rodzice też już są..

PowerBat na poprawę snu..

Wszędzie pełno tych rumónów, koczowniczy tryb życia, alkohol i muzyka z akordeona..


Ściągamy śmierdzące japonki i ruszamy pod tą „subtelną” stromiznę..

Dzielimy się na dwa obozy. Ten „gorszy” ma raki i idzie po śniegu..

Ten „lepszy, szybszy i ładniejszy” ciśnie trawą w butach ski, koncentracja milion procent! (nie polecam!!!)

Trolololo..

„Koń Wyścigowy” przy wodopoju..

Pyknyk na kamyku..

Cała famili w komplecie..

– Skocze za dychę!
– to ogień Pyter!!!

JP na 100% w Tatrach

Żegnamy się z kamykiem. Ta turystka co tam leży plackiem i ledwo zipie schodziła z czymś co wielkością przypominało śląski kilof..hahahahaha:D
Niezłe jaja, co nie?;p

Słońce w zenicie, więc trzeba ruszać by prawidłowo opalić wszystkie ważne miejsca na mapie ciała..

Starość nie radość..dziadku:]

Docieramy do kolejnego pyknyka..

Kto nie smaruje ten nie jedzie..!

Teraz to już nie ma jaj! Idziemy na ostatnich gramach psychicznego wkurw..
Czas nam ucieka, słońce zachodzi, a droga nie chce być krótsza!

Na finishu postanowiłem znowu objąc prowadzenie..

Z góry, co jakiś czas, naparzają zwariowani ludzie, którzy schodzą na butach, co za banał, każdy chyba umie chodzić!?

Jakoś w tym miejscu, wyżej na fotce, Bartek otworzył dziwny tobołek, który niósł całą drogę pod plecakiem.
Wyciągnął paralotnie i poleciał, ot tak..

Tak stromo, że idziemy na kolanach..

Tymczasem ja zrobiłem shotguna na szczycie i dodatkowo w debiucie..yeah!

Szczeliłem kilka fotek na NK..

A później rozsiadłem się wygodnie i rozkoszowałem „porażkę swoich „rywali”:]

Później już tylko chill zone i wymodlony zjazd w dół. Kilka suchych faktów:
– na dole 8.30
– na górze 16.00
– zjeżdżaliśmy z 2470 m n.p.m.

Fotki autorstwa Janka, Tomka i moje z komóry na kasku..

Miłego oglądania..







Majne GoPro..

GoPro Janka..

Na zakończenie portret Zwycięzcy wraz z upolowaną „zwierzyną”..duma rozpiera nagą pierś!

A tak na serio to naprawdę wyśmienita narta, na pewno na takie warunki, gdyż w innych jeszcze nie jeździłem. Co do ślizgów, tylko mi się wydawało, że nie mam rys, ale i tak propsy za trwałość i twardość!