Hyrca – Brenna – Całodzienna kontrola warunków na stoku

W środę wybraliśmy zakosztować czegoś zupełnie nowego. Trochę sypnęło, więc byliśmy podwójnie zmotywowani. Nie wspominając o wielkim polskim głodzie w odniesieniu do lekkiego puchu.

Na cel obraliśmy pewien nieczynny wyciąg w Brennej. Kiedyś dawno temu, kiedy ludzie jeździli na nartach 202 cm, karnety były papierowe, a wszystkie wyciągi narciarskie były w zarządzie spółek węglowych istniał ośrodek narciarski, który ulokowano na szczycie góry Hyrca. Aktualnie resort podupada i jest to bardzo delikatne stwierdzenie.

Dokładnie nie wiem odkąd jest nieczynny, ale chyba od  bardzo dawna. Pamiętam jak za dzieciaka tam śmigałem. Całkiem przyjemna i stroma trasa. Niestety szybko zarasta aktualnie samosiejką iglastą i liściastą tak, więc śpieszcie się! Za niedługo na Hyrce będzie się można się wybrać wyłącznie by zbierać szyszki.

20150128_121836

Oddaliśmy trzy bardzo przyjemne zjazdy. Puchu jak na lekarstwo. Wydawało nam się, że będzie ciut więcej, ale za to można było rozwinąć prędkość i poczuć TEN wiatr we włosach. Piękna sprawa.

Jak zwykle proponuję krótkie i treściwe wideo. Jednocześnie polecam subskrybować mój kanał na Youtube

Galeria jeszcze cieplutka!

Pełna buła na Baraniej Górze | Styczeń | 2015

Jeśli chodzi o dzisiejszą wycieczkę to najbardziej odpowiednim posunięciem będzie zacytowanie kolegi Tomasza Rakoczego. Znanego fotografa, ultraszybkiego skiturowca i szanowanego krytyka zapiekanek z budy. Oto jego wiekopomne słowa..

„Jutro ma być pełna buła, więc kto tylko wyjdzie z domu ten wygrywa!”

Idąc tropem tego prostego przekazu trafiliśmy do raju. Raju zwanego Barania Góra. Bezapelacjnie wygraliśmy ten dzień!

Mizerny Stożek | Styczeń | 2013

Szesnasty stycznia 2013 nie różnił się za bardzo od 2 stycznia 2015. Pogoda była prawie taka sama. Temperatura powyżej zera, śnieg w trakcie przeobrażenia (i jak zwykle obrażony na całą Polskę) i chyba nawet jakiś lekki deszczyk poszedł z oblaka, czyli w sumie była jedna różnica. Ponieważ dzisiejsza ulewa pasowała bardziej do Londynu i nie nastrajała do pozytywnego myślenia, ale pamiętajmy, że jak mróz zabetonuje tyle wody to stworzy się elegancki podkład, na którym będzie można wybić wszystkie zęby.

Tamtego dnia, dwa lata temu szukaliśmy puchu, ale nasze wysiłki zakończyły się bez efektu. Za mało, za mało i jeszcze raz za mało. Puchu jest zawsze mało!

DSC_0116_Hagrid

Mieliśmy szczęście spotkać Człowieka Meduzę w stroju wyścigowym, a także znaleźć super nową miejscówkę do zjazdu. Wiedza o nowych możliwościach terenowych została w późniejszym czasie bezlitośnie i bardzo przyjemnie wykorzystana. Reasumując, każdy dzień na nartach przynosi coś dobrego. Nawet, jeśli z pozoru nie należy do tych najbardziej głębokich.

Jeżeli chodzi o inne „głębokie” akcenty tej wycieczki to Łojek chciał mnie zgwałcić. Próba ta zakończyła się naciągnięciem pachwiny. Świnia jedna.