KrisKamp vol.2-Where is Kris 17-20.09.2008
Witam po raz kolejny będziecie miały, drogie dzieci, przyjemnośc przeczytać facsynującą nowelę przygodową z doborową obsadą. Na wstępie chciałbym zaznaczyć, iż ten wyjazd był niezwykle szczodry, mianowicie, nie popsuliśmy żadnego sprzętu RTV oraz AGD, wszystkie gadżety narciarskie oraz jednonarciarskie wyszły z tej potyczki bez szwanku i nikt nie musiał cegłować się z szybą. Następnie wymienie sytuacje które wzbudziły nasze lub obce wzburzenie:
1. Rene nie poznał Krisa.
2. Kris nie poznał Rene’go.
3. Pan z recepcji znowu poddenerwowany.
4. Rosyjski Aeroflot.
5. Węgierski Gulasz Ski Team.
6. 3 stopnie celsjusza nocą.
7. Potrącenie Niemieckiego Karola przez Wojara.
8. Philu musisz sobie nowe narty kupić.
9. Chińczyk rowerzysta z pedałkowatym uśmieszkiem.
10. Niemcy nas nie lubią, wcale!
Powracając do historii. Chwile temu zastanawiałem się ile razy można napisać opowiadanie o tym samym miejscu i praktycznie z tymi samymi osobami w tle..no ile..1,2,3,4,5,6,7,8,9,0? Ja juz mam na koncie 4 i 5 własnie produkuję. Hmm..nie chce mi sie trochę, ale zrobię to dla was, bo wiem, że i tak tego nie skomentujecie [klawiatury wam odłączyli,rodzice?;]
Jazda LA-Senftenberg odbyła się beż żadnych konkretnych zakłoceń, może tylko irytował nas pewien raper o francuskich korzeniach który podążał w ślad za czerwoną mazdą w jednookiej skodzie.Gdy już zjawiliśmy się na dobrze znanym biwaku, okazało się, że jest czysto, a przecież w zeszłym tygodniu odbył się RiskCamp. osobiście byłem w ciężkim szoku, tak jakby wogóle się nie odbył. Pamiętam, że po poprzednie edycji brodziliśmy w śmieciach i odpadach które sięgały po kolana. Na hali niestety również czystki, rosyjska ekipa skoczków akrobatycznuch (Aeroflot) zniwelowała nasz niecny plan i w konsekwencji zabrali prawie wszystkie przeszkody z hali. Całe szczęście, że polak potrafi, trochę pokombinowaliśmy, troche szufelkowania było no i stanął rail i później drugi rail, a jeszcze później niemiachy dołożyły pikniki. Bardzo fajnie prezentowała się chopa i tutaj duże brawa dla Aeroflotu, ponieważ codziennie ją szejpowali rankiem. Natomiast koło 15 przenosili się do jeziora by tam w towarzystwie 8 oficjeli oddać swoje artstyczne skoki.
Dni mijały spontanicznie, do 15tej włączaliśmy opcje “Co tu robić” a poźniej ładowaliśmy się do lodówki na kilka gdzoin. Wieczorkiem oczywiście prywatka na której dyskutowane były bardzo ważne tematy np. czy Rene odbył stosunek seksualny za wielką wodą? Jakby to powiedzieć, odpowiedź była niejasna, była bardzo zawiła, wręcz mglista, może przytoczę staropolskie powiedzenie-”Koń nie wierzba, sam się nie zwali”.
Trenując intensywnie(przed najważniejszymi imprezami sezonu)w naszym małym, niemieckim ośrodku doszły nas słuchy,że gdzieś,coś się dzieje. Wpierw znikła ciężarówka śniegu,następnie wczesnym rankiem tir wyładowany po brzegi białym powderem. Podążąjąc za tymi dziwnymi zjawiskami udało nam się dojść do pewnych konkluzji, mianowicie w eNRDowskim Zgorzelcu miał odbyć się jakiś Jam śnieżny. Szybko obgadaliśmy temat, stwierdzając, iż skoro tir śniegu tam pojechał to będzie kosmos jeśli chodzi o setup i wszystko inne. Życie po raz kolejny nas wyjaśniło, kiedy się zjawiliśmy na msc ujrzeliśmy 4 przeszkody, tira nie było,ale wszystko wydawało się rozsądnie ustawione. Spędziliśmy tam jakieś 4h, niemcy na początku przyjaźnie z nami koncertowali na przeszkodach, jednak po kilku chwilach zosatliśmy sami na placu boju. Chyba dlatego, że Wojar potrącił gremańskiego Karola na jendej narcie.
Tak właśnie wyglądały tegoroczne treningi w Senftenbergu, w tym roku już tam nie jedziemy bo pizga jak 150 ale z a rok pewnie znowu odwiedzimy to urocze miejsce..do zobaczenia Senftenberg, do zobaczenia Łysy!
Aha..a rene w końcu wyjaśnił mi mój sens życia, mianowicie, jeżeli nadal nie będę trenował od 7 rano do 21 to całe życie będę średni! (wyciągnijcie sobie z jego słów wnioski, dla siebie..średniaki!)
..i na kanale yotube!
..może więcej fotek ukaże się niebawem na pnk.ownlog.com





























KrisKamp vol.1 22-24.08.2008
Nadszedł ten wspaniały wakacyjny moment, kiedy trzeba było podjąć niezwykle poważne decyzje odnośnie odwiedzin w Snowtropolis. Po ubiegłorocznych przygodach nikt nie miał wątpliwości, iż tym kolejnym razem wypad do miasta Senftenberg będzie owocny we wszelkiego rodzaju dziwne historie, te mega nadzwyczajne oraz te najbardziej zwyczajne.
Powinienem zacząć od początku czyli pakowanie,zbiórka ludzi i masa problemów w trasie, ale historia tegorocznego, 1wszego wypadu, może być opowiedziana od środka, od 3/4 lub od..końca.Tak więc zapraszam na debiut odwróconej powieści krótkometrażowej..
Niedziela, godzina 16.30 czasu lokalnego.Wszystko już spakowane i gotowe do podróży.Załoga czerwonej mazdy- Marcela, Twoja Stara oraz Krzyś- gotowa do długiej heroicznej drogi. Wszystkie skoczki zniecierpliwione,ale w całości, jednak ostatnia persona posiada krwawiącą lewą dłoń. Zapewne szanowna publiczność jest ciekawa dlaczego? Żeńskiej części podpowiadam od razu, iż Krzysiu nie dostał okresu kończynowego, co to to nie, moje drogie Panie. Młodzieniec po prostu nie wypełnił wcześniej otrzymanych zaleceń starszego kolegi. Wraz ze swoim mentorem, a zarazem kuzynem, Twoją Starą wybrali się na basen. Wcześniej osoby te musiały wyciągnąć swój ekwipunek, hydroniezbędnik, mówiąc krótko różne dmuchane gadżety. Krzyś otrzymał klucze i miał uważać, aby nie zostały wewnątrz samochodu?!3 min później jego mimika twarzy powiedziała mi wszystko zanim jeszcze otworzyły się jego usta. Niestety relaksacyjny optymizm minął, pojawiła się niepewność i złe samopoczucie, a bardzo brzydkie słowo które Krzyś wymawiał kilkadziesiąt razy na minutę podczas całego pobytu zamieniło się w czynny, analogiczny tryb działania. Młodzieniec otrzymał soczystą, białą cegłę i w końcu mogł sobie wyj…!
Co zresztą prezentuje ten oto materiał filmowy. (Operator kamery-Maru)
Ten dzień, jak każdy ostatni w hali, był lekko zamulony. Większość rozmyślała o drodze powrotnej, niektórzy mocno zdziwili się, iż muszą odjechać tak szybko, jeszcze inni rozwijali swoją odkrytą pasję freeskiingową, nieliczni rozkminiali jakieś dziwne handplanty na mikro wyboju, łysy marzył zdrowych chłopcach, ćpuny zdezerterowały, a Kris nadal przebywał u swojej siostry. Niedziela w hali właśnie tak wygląda, super z dupy. Wydaje mi się, że duży wpływ na ten fakt ma psychologia, mimo, iż prawdopodobnie jestem najmądrzejszym człowiekiem w Polsce to nie będę się zagłębiał w ten wątek..hehe:)
Przejdźmy lub wróćmy do niedzielnego poranka. Najgorsze “dzień dobry” jakie pamiętam, zimno mokro i Krzyś śpiący zaraz obok mnie, czy może wygenerować się coś bardziej paskudnego? Pewnie, że może, jak się wykluje to dam znać. Całe szczęście, że wieczorem zaufałem przepowiedni meteorologicznej Grześka. Cerat miał niesamowitego nosa do pogody.Trzy tygodnie obserwacji lokalnych zachowań klimatycznych dały piorunujące efekty.Jeżeli świeciła mega lampa a Gzesiu mówił, że będzie wieczorem padał i wiało to z całą pewnością tak będzie i niestety było. Pogoda była na mega wypasie wtedy kiedy my byliśmy akurat w hali, poza nią wicher i deszcz. Całe szczęście, że namiot nie dał dupy, trochę się gimnastykował na wietrze, ale jeśli chodzi o wodoodporność zachowywał właściwości pampersa.
Późnym wieczorem wszyscy spali, tyle pamiętam, znaczy się byłem w fazie REM i tak mi sie wydaje, że wszyscy mieli REM odpalone..Marcela wyobrażała sobie Japonię, T. Stara dręczył się popsutymi nartami, Krzyś miał wyj… na fazę REM, Wojar śnił o “aktorkach”, Grafo pstrykał foty swojego snu, Bartek i Rafał nadal nie potrafili pojąć jak można wydać 1 milion euro na narkotyki, a co działo się w umysłach “ćpunów”..hmm..na bank był gibon i żal, że Kris odjechał, ale poza tym moja wyobraźnia nie potrafi rozszyfrować tej tajemniczej zagadki.
Za nim rozpocznę kolejny rozdział muszę zaznaczyć, iż zwrot “ćpuny” nie jest zwrotem niepoprawnie-chamskim, na miejscu był używany permanentnie i w formie zabawowej, nikt nie miał nic złego na myśli, nikt nie chciał nikogo urazić, po prostu była to pierwsza myśl jaka wpadła do naszych umysłów po ujrzeniu tego obłędnego wzroku, ale o tym w dalszej części.
Za nim jednak uderzyliśmy w kimono odbyła się wieczorna sesja na której głównymi i jedynymi aktorami były tzw “Ćpuny” czyli Crata i Rafał, mimo, iż nadal termin ten brzmi jakbym ich przeraźliwie obraził to naprawdę w realu brzmiało bardzo zabawnie.Wracając do tematu, chłopaki codziennie próbowały nas przekonać, na miliardy sposobów,iż tryb życia jaki prowadzili był wymuszony przez tamtejsze okoliczności, towarzystwo oraz wolne poniedziałki i wtorki. Główny argument brzmiał następująco “..no ale co tu robić?!?”, następnie naszym oczom ukazywały się emocje bezsilności ponieważ nikt nie mógł oprzeć się pokusie sprzedania drapieżnej riposty lub po prostu powstrzymać działkę wybuchowego śmiechu.Nie pamiętam kiedy ostatnio się tak sprośnie śmiałem, moje mięśnie twarzy wręcz błagały bym przestał i wszyscy przeżywali podobny stan..tylko nie Cerata i Rafał, oni zachowywali całkowitą powagę, jak dwa pomniki. Na początku nikt tego nie zauważył, jednak w pewnym momencie Wojar otworzył oczy i wskazał na tą dwójkę, gdyż nie mógł mówić, i wtedy już płakaliśmy ze śmiechu. Raczej nie poczujecie tego tak intensywnie jak nam było dane to przeżyć, ale to doświadczenie pokazało, iż na trzeźwo też się da (z małą pomocą “uzależnionych:).
Właśnie tej nocy powstała idea KrisKempu oraz praktycznie cały biznes plan którym prawdopodobnie posłużył się Kris.Imperium Krisa już za niedługo będzie większe od imperium Majkrosoftu, a sam Kris będzie rządził światem..zobaczycie!
W sobotę hali zmontowaliśmy małą sesję foto/video. Ogólnie jeździło się bardzo przyjemnie, siadły jakieś nowe triczki, odświeżyło się te starsze. Mnie osobiście trochę męczył kac, przyczyna wiadomo jaka, nie trudno się domyślić. Podczas konwersacji z Ćpunami,która już później zaczęła przypominać batalię słowną, wpadłem w wir browarkowy który zakończył się w momencie kiedy browarek przestał się lać, pusty żołądek należycie wszystko zmiksował i doprawił, a rano po przebudzeniu nie poczułem zasadniczej różnicy względem tego kiedy się położyłem. Wieloletnie doświadczenie sprawiło, że jakoś wybrnąłem z tej opresji, ale co wam będę opowiadał, też macie nałogi przecież..prawda?!
Piątkowy wieczór wyglądał podobnie jak sobotni, dużo śmiechu i dobrej zabawy, no i deszcz naturalnie, bez niego nie można się dobrze bawić. Rafał i Cerata rozpoczęli swój skecz trochę wcześniej niż w niedzielę (prawdę mówiąc, w niedzielę nie mogliśmy sie doczekać) i dali kilka bisów.Dla przykładu podaję dowcip o “Wielkiej Kuli Ibupromowej“
Po latach spotkało sie trzech przyjaciół z LO. Chcac, nie chcąc rozmowa zeszła na teściowe.
- Ja – mówi ten z IVd który skonczyl medycyne – zalatwię gdzieś cyjanek i dodam ku*wie do kawy.
Ten po politechnice ( z IV c), zapodaje swój pomysł :
- Wezmę ku*wa pożyczkę, kupie starej pipie Renault Clio i przetnę przewody hamulcowe. Niech sie rozwali na drzewie,suka.
Gość z klasy sportowej, którego losy rzuciły na AR, mówi :
- A ja kupie dwadzieścia tabletek Ibupromu, wezmę to wszystko do gęby, przeżuje, zrobię z tego kule, wysuszę ja w mikrofali, i zostawię na stole w kuchni.
- Ale po co ? – pytają koledzy
- Wejdzie ta stara raszpla do kuchni, zobaczy kule i powie ” Ale wielka kula Ibupromowa”. A ja wtedy wypadną z łazienki i pierdolnę ja siekiera w plecy.
A teraz sobie wyobraźcie, że opowiada to Cerata który całe 3 tygodnie śmigał w hali i palił dziwne papierosy z kolegami.
Piątek w hali był chyba najlepszym dniem, euforia związana z postawieniem nart na “świeżym” śniegu, zimno, para leci z ust, orczyk, jib i spora hopa, miszczostwo! Szkoda, że kilk przeszkód ściągnięto, po tym dniu np. łamanego boksa..ehhh..ta enerdowska fantazja.Za nim jednak znaleźliśmy się na hali doszło do bardzo tragicznego incydentu. Po zaparkowaniu na biwaku i ujrzeniu dziwnych oczu które były zamontowane w głowie Ceraty, ale z całą pewnością nie fukcjonowały tak jak powinny i wybraniu msc na rozbicie namiotu, postanowiłem przeparkować furę. Wsiadam do wozu, palę silnik i patrzę, że biegnie Wojar i zabiera z maski czerwonej mazdy pasztet i kilka bułek, jego radośc z faktu, że zdążył, zdaje się wypełniać całe jego serce. Też się cieszyłem, że nie będzie musiał jeść bułek z pasztetem i kamieniami. Aby wykonać manewr zmiany lokalizacji parkingowej musiałem:
- cofnąć
- skręcić przednie koła w prawo
- ruszyć do przodu
Wykonuję więc te punkty idealnie, prawie jak na egzaminie, ale coś mi nie gra,przejechałem po czymś, myślę korzeń pewnie, przecież wszędzie w koło drzewa. Dojeżdżam,otwieram,zamykam dowiaduję się, że Pan Piotr Wojarski oparł swój plecak o przednie prawe koło, a w plecaku znajdował sie laptop, a na twardym dysku miał z 50 giga fajnych filmów “przyrodniczych”. Niestety nic nie obejrzymy, matryca odmówiła współpracy, manifestowała za pomocą tzw. pęknięcia…sory my freind!?
Aby choć trochę się usprawiedliwić podaje do wglądu materiał zdjęciowy.
Czasami gdy wypije się za dużo tego..

Dzieje się coś w tym stylu..a póżniej więcej uwagi poświęca się bułce z pasztetem, aniżeli laptokowi za kilka tysi..

Podróż jak podróż, beznamiętna. Przynajmniej od Zabrza gdzie się trochę pogubiłem, ale mimo wszystko warto mieć T. Starą na pokładzie gdyż zawsze jest on skłonny zasypać cię nowinkami technicznymi w stylu “jak to działa?”.
To tyle z mojej strony, poniżej prezentuję pełną prezentację foto oraz video które zmontowałem.
Dodam jeszcze tylko, iż już za niedługo pojaw się relacja z RisCampu opisana przez Ceratę (teraz już się nie wywiniesz,musisz napisać..ciśnijcie go!)
Oficjalne video KrisKamp 08 vol.1
*Jeśli chcecie się dowiedzieć jak wyglądały wycieczki na terenie hali podczas RiskCampu to zjarzyjcie na Elementary.ownlog.com
Zdjęcia dokumentalne Marceliny



Zdjęcia profeska (więcej cukierków na blogasku!) Grafa





























..i kilka moich fot PNK


























..info dla pływaków, mianowicie kąpaliście się w sadzawce. Obczajcie jakie tam jest jezioro!

SNOWTROPOLIS-Senftenberg 21-23.09.2007 ->
Ostatni Tegoroczny Wojaz
Kolejny miesiac,kolejny wypad w dobrze znane miejsce,sniegiem i zimnem sie charakteryzujace.
Tym razme pojechalismy z bardzo duzym opoznieniem ale nie ma tego zlego co by na dobre nie wyszlo.Tym razem wyszlo,iz bylismy konkretnie wyspani,niestety byl jeden wyjatek,mianowicie Wojar.Chlopak mial bardzo duzo nauki i wedlug informacji ktore Nam dostarczyl spal w tym tygodniu tylko 7 godzin lacznie,tak wiec podczas podrozy mozna blo uderzyc kolege Piotra ostrym kamieniem w czolo a on i tak nie wykazalby zadnych symptomow reakcji,poprostu byl nieprzytomny jak mohery przed glosnikiem w godzinach szczytu podczas transmisji z samego piekla.
Czerwona rajdowka okazala sie bardzo laskawa i po 4,5 godziny szarzowania po polskich”autostradach”dotarlismy na wzniesienie biwakowe.Okazalo sie,iz jest to okres gogowy zoledzi.Charakteryzuje sie on tym,iz zoledzie,dojrzewaja plciowo cale lato aby miedzy 21 a 23 wrzesnia spasc na glebe i sie poruchac.Niektorzy odczuli to na placach poniewaz ich karimaty nie posiadaly mechanizmu antygodowego skierowanego w kochajace sie zoledzie.Na szczescie”kilka”osob bylo wyposazonych w matki(o ktorych juz nie raz wspominalem) ktore posiadaly ten cenny system obronny.Kilka innych osob spedzalo noce kimajac w ubikacjach lub pod prysznicami.Wedluch ich relacji,te luksusowe kwatery o galzurowatym podlozu,twardym oraz przerazliwie zimnym dysponowaly mikro grzejnikami ktore mialy zapewnic ciepla i higieniczna noc..hmm,sen polaczony z szumem wodospadu moze byc naprawde relaksujacym przezyciem.
Nie bede sie juz rozpisywal o wewnetrznym przezyciach lysego Pana z recepcji,gdyz jego emocje siegnely tym razem zenitu.Lekko sie wkurwil ale wzielismy poprawke na pochodzenie i liczbe obozowiczow.Tym razem zjawilo sie 20 osob.Taka liczna grupa generowala smieci z predkoscia malego miasteczka na wschodzie polski.Glownymi produktami ubocznymi bylo szklo i papir bletkowy ktory byl wydawany za pozwoleniem mgr Radka Czastka.
Pierwszego dnia mialo msc zdarzenie ktorego nie sposob tutaj pominac.Niestety nie bylismy swiadkami tejze dramatycznej historii.Aczkolwiek z opowiesci tubylcow wynikalo,iz pewna grupa chlopcow postawila na nogi jeden zastep policji,2 odzdzialy strazy pozarnej oraz jeden pojazd ambulatoryjny i obudzila prokuratora generalnego miasta senftenberg.Prowoderem tego zmaieszania byl oczywiscie osobnik posiadajacy obywatelstwo czysto polskie.Jego brawurowa jazda oraz kompletny brak umiejestnosci,male doswiadczenie za kolkiem,brak fantazji podczas driftu w zakrecie doprowadzily do prawdziwego nieszczescia ktorego ofiara padla betonowa donica niewinnie stojaca zaraz przy zakrecie ktory mial zostac poskromiony przez tego mlodocianego kierowce,Jakuuba D. ze slaska.Kolko zostalo rzucone,wachacz padl trupem a fura zaladowana na lawete,natomiast rodzice reaktywowali bilet miesieczny uprawniajacy do bezpiecznej jazdy MZK.
Na stoku jak na stoku,pelna napina,cisnienie i brak odpuszczania triku.Nie wazne,ze boli,najwazniejszy jest fakt,iz juz za moment rozpoczyna sie narodowy puchar freeskiingowy.Kazde zawody to medal,fanty oraz uscisk dloni waznej persony i najwazniejsze-RESPEKT,powtorze-RESPEKT srodowiska!
Tak wiec wsiadamy na przyrzady w silowniach i zapierd….”plecy same sie nie zrobia!”
Nastepny odwiedziny zimowej halii w NRD dopiero za rok,meldujemy sie bankowo!

















SNOWTROPOLIS 29.08-02.09.2007 czyli..
-=COMACO? TOUR-ONLY FOR THE SEXY PEOPLE!=-
Kolejny epizod dobrze znanej historii z cyklu wydajemy hajs na zimna kokaine.Tym razem pojechala wieksza grupka super fajnej mlodziezy z poludnia,najladniejszy byl chyba Michas,chlopak mial takie powodzenie u miejscowych,ehh..ale o tym pozniej,zacznijmy od poczatku.
Start standardowo mocno opozniony,nie ma nawet o czym wspominac.Pozniej poscig prowadzony na polskiej autobanie,niebieskie autko gonilo autko czerwone.Final niebezpiecznego wyscigu mial miejsce we wroclawiu gdzie zostalismy rozbrojenii i odeskortowani az pod niemiecka granice i 50 km dalej.
Wjazd do miesciny Sentftenberg nie owocowal w jakies atrakcje.Miejscowa ludnosc powitala Nas zdecydowanie sceptycznie,chlodne spojrzenia,mamrotanie pod nosami,zacisniete piesci,normlana enerdowska”goscinnosc”.Nikt nie rzucal konfettii,horda kolorowych balonikow nie byla przeznaczona dla Nas,soltys,pan Uve Wurst nie ofiarowal Nam kluczy do bram miasta..trudno,nie zrazilismy sie!
Po wesjciu na hale lysy kolega kasjer zrobil dziwnie wykrzywiona mimike,prawdopodobnie orientujac sie,iz w tym tyg bedzie musial bardzo wolno i wyraznie konwersowac po angielsku oraz na migi.Wykupilismy karneciki,lokniecie przez szybe i tutaj prawdziwa niespodzianka,mianowicie siedem przeszkod jibbowyc oraz bardzo przyzwoita i wyjszepowana skocznie,optymalnie.
Pierwszy dzien na 200% zajawie,rozkminka nowych trikow,szlifowanie znanych,przypomnienie starszych,walka na sniezki,posiusiane spodnie oraz wielka niespodzianka w postaci dobrze znanej mordki Radka Cz. i znanej z dobrego wasidla mordki Siemanka.Chlopcy troszke sie spoznili ale jak dumnie chwalil sie Siemanko cala droge zamykal budzik w swoim bolidzie,nawet w germanskich wsiach,nie baczac na trzy fotoradary ktore wylegujac sie w sloneczku fotografowaly legendarnego czarnego wasa z polski.
Wieczorkiem gruby bal polaczony z grilowaniem.Gdzies kolo poznej godziny 23 wszyscy byli juz nieprzytomni ze zmeczenia i ssali swoje kciuki w namiotach.
Nastepnego ranka obudzilem sie o nieco freestylowej porze-6.00-hmm..i nudzilem sie okropnie,ogarnalem zgliszcza ktore pozostaly po nocnej debacie,wszamalem sniadanie,powkurwialem spiacego Radka,pozniej milo konwersowalismy o problemach ze snem,a pozniej jak juz wszyscy sie wygrzebali pojechalismy na poszukiwanie prawdziwego fussbalu.Niestety na miescie mieli tylko gumowe imitacje,coz niemiachy wygladaja,jak na moj gust,jak duze dzieciaki o wkurwionych minach,szczegolnie Ci”troszke”starsi.
W nastepnych dniach katowalismy wszystkie te dziwne drewniane i metalowe gadzety,noca rozkoszowalismy sie specjalami z grilla oraz zlotym trunkiem z butelek.W piatek Siemano oraz Czastek Nas opuscili..nigdy nie wybacze wam,ze nie przyszliscie po powrotnego buziaka,lobuzy!?
Pytanie:Siemanko,zauwazyles te trzy kolejne fotorerporterskieradary ktore czychaly na czarna,poprzeczna cipete nad Twoja warga..?
W tym samym momencie w ktorym S i R sie zawineli zawitali do hangaru Tomek M oraz Michal B.Rozkminilismy kilka dobrych gatunkowo trikow,poszly jakies foty i znow wieczorna wielka bomba imprezowa.Na Nasze nieszczescie zaczelo mocno srac deszczem wiec obylo sie bez zwyczajowej % integracji narodowej ale grill sie odbyl mimo wszystko.Jak juz sie wszystkim wydawalo,ze jest 2 lub nawet 3 rano okazalo sie,iz nie ma jeszcze cudownej 23 wiec poszlismy spac.
Sobota natomiast byal hitem hitow.Sparwca tego zjawiskowego motywu byl niemiecki fan Slayera,wyslany przez swych pracodawcow w celu poszerzenia Naszej wiedzy o obiektach campingowych oraz glownej misji czyli zawarcia stosunku fizycznego z Michasiem.Ulotki rozdane,Michas sie zbyt nie opieral,ales kla.Slayer byl bardzo upierdliwy ale w koncu po wysuszeniu swoich blond wloskow,zawieszeniu szalika,walnieciu resztek Naszego browara,wysluchaniu plyty metalowej oraz wizycie w rezydencji ekipy z walbrzycha dal sobie spokoj,rzucil dwa oczka na pozegnanie i ruszyl w droge powrotna do piekla.
Niedziel byla,jak to zazwyczaj bywa w niedziele,bardzo leniwa..pozbieralismy sie do 15 i ogien w kierunku kraju.Wczesniej nalezy wspomniec,iz Naszym zdolnym majsterkowiczom udalo sie rozboric mechanizm wozka z hipermarketu:
Cel: moneta o nominale 2 ojro
Czas wlamania: 3 godziny
Satysfakcja z wyjecia monety: bezcenna!
Kolejna misja przeszla do historii!
Chcialbym na zakonczenie przylaczyc sie do apelu ziomOw z Zielonej Gory ktory brzmi dosyc niebanalnie-”Wiecej imprez HipHopowych w Zielonej Gorze..cogdzieco..comaco?!-> POSLUCHAJCIE KONIECZNIE!
Filmiki i foty Piotra”WOJaR”WOJARSKIEGO zobaczycie tutaj-> klik!
Foto und Texto PnK





































SNOWTROPOLIS 13-15.07.2007
Nadeszla pora letnia,zwolennicy slonecznych kapieli z duma smaza swoje nagie torsy na publicznych basenach.Niestety dla pasjonatow zimowych zajawek ta pora roku kojarzy sie z wielka posucha,ewentualnie z igielitowym szumem.Lodowce po raz kolejny daly za wygrana i sie potopily brutalnie.Jedyna alternatywa jest rzucenie sie w wir pracy,wyscig po szczeblach kariery,sprzedaz grzybow przy drodze szybkiego ruchu,osiedlowa silka..jednym slowem wszystko co przyspieszy bicie zegara w oczekiwaniu na soczysta polska zime.
Na szczescie cisnienie na jazde jest o wiele wieksze i nie pozwala zapominac o pasji.Idac z duchem tej prostej prawdy udalismy sie na spontaniczny weekend do niemickiego kurortu Senftenberg.Zabieralismy sie za ten trip jak przyslowiowy pies do jeza,ale w koncu udalo Nam sie zebrac wiekszosc i przeglosowac date wyjazdu.W piekny trzynasty poranek lipca uzbrojeni w paszporty,namioty,szminki i dlugie obcasy udalismy sie w kierunku niemieckiej autobany aby tam zakosztowac prawdziwej wakacyjnej przygody.
W sklad zespolu wszedl: Zwierzak-KurdeBalans Jr-Grafo-Wojar-Pnk.Do granicy dotarlismy po morderczej 4 godzinnej modlitwie o nieco bardziej komfortowe warunki.Prawdopodobnie 3 krotnie przekroczylismy mase dopuszczalna Naszego bolidu,nie mowiac o 5 kg butli butanu bez atestu oraz 20 GB nielegalnego porno-dokumentu na dysku laptopa nalezacego do Wojara.Niewinne usmiechy oraz zapewnienie,iz nie bedziemy dystrybuowac nagich filmow germanskiej mlodziezy sprawily,iz bez problemu wjechalismy do tej”lepszej”czesci europy.Przejechanie 60 km dzielacych nas od Snowtropolis zajelo nam godzine..?!Kiedy juz definitywnie dotarlismy na miejsce okazalo sie,iz bedziemy mieli przyjemnosc biwakowac zaraz obok Radka Czastkiewcza(tak,tego Radka Czastkiewicza),Zielonego oraz Zielonego Juniora.
Na poczatku bylismy nieco otepieni podroza ale szybko okazalo sie,ze wycieczka bedzie hitem.Goraco polecam to miejsce,jest wysmienite jesli chodzi o letnie przygotowania przed wszytkimi waznymi startami w freestaylowym pucharze swiata pod patronatem Ligi Polskich Rodzin.
Mysle,ze obrazki beda mowily same za siebie..jesli chodzi o warge Zwierzaka to zaatakowal go wielka zmutowana pszczola.
Natomiast namiot Zielonego Juniora zostal przeniesiony wprost z kolorowej kreskowki.Wymiarami przypominal pudelko od zapalek..jib!

































spoko wyjazd
nastepnym razem sie nie bede zastanawiac
jade!
wara przejebana..
Okazało sie że Niemcy to również kraina małych wyjątkowo natrętnych komarów (albo po prostu niemieckie owady nie lubią Polaków) i dobrego taniego piwa
trzeba wyjazd powtórzyć na im dłużej tym lepiej
pozdro600
wiec tak:
piwo fakt kosztowalo w przeliczeniu na polskie kolo 1 PLN i samkowalo troche lepiej niż Harnaś wiec rap gra.
co do chlopakow od parapetow to mam takie male wrazenie ze sa oni tak mocno zwiazani z grupowym typem zabudowy iz nie wyobrazaja sobie osamotnionej jednostki mieszkalnej, jako rozwiazanie stworzyli sobie mala oske z namiotow w srodku ktorej stala lawka… tak, tam palili gibony,
ogolnie wysoki 5 za caly wyjazd ktory ruszyl tylko dzieki pnk.
a bylo ultra wesolo i turbo narciarsko.
max jaki luj se linkow nawrzucal, no ladne chamstwo
..gorzej anizeli jakis automat spamowy,chyba bede musial wprowadzic jakis regulamin;]
kurcze co za mistrz!!!extra txt śmieeeszszszszszny:-)
no nie no nie… mnie to dobija, mam tylko nadzieje że będę mógł chociaż w zimie założyć narty.
cudo .
ładne kolorki hehhe
ale trzeba przyznac ze junior zielony spisal sie wysmienicie jako fotograf co widac na ostatnim zdjeciu;]
akurat bracia zielonym i radziowi skoczyło sie zielone to junior byl w stanie pstrykać foty:) ciekawe jak tam namiocik sie trzyma.
wyjazd mistrz procz ataku pszczoly:) pzdr dla calej ekipy
hlopaki ja chce z wami !!!!!! po co ja jechalem na ten jeb.. zarobek pozdro i do zobaczenia jak wroce
z kim Bush idzie za rękę na spacerze?? czyżby z Radziem?? Siemanko się na to zgodził??!!
kiedy kolejny trip? bo sie pisze:)
no wlasnie, kiedy
[...] Snowtropolis [...]
[...] Snowtropolis [...]
ojoj odpiecie… nie zal wam zdrowia menszczyźni?
ja jebie jaka wara zwierzaka ! az przeczytam jako otrzezwieje !
KrisKamp 22-24.08.2008 – popłakałam się
[...] Snowtropolis [...]